sobota, 28 maja 2016

Pęcherzyk i Grzywaczek

Niedawno przeczytałem komiks Skąd się bierze sodowa? (i nie tylko). Mam wielki sentyment do Kajka i Kokosza oraz Tytusa (Romka i A'Tomka też), ale do postaci Tadeusza Baranowskiego już nie bardzo. Hm, pewnie dlatego, że w moich rodzinnych zbiorach nie było nigdy komiksów z przygodami Bąbelka i Kudłaczka. Kojarzyłem te postaci, może więc dane mi było poznać ich perypetie. Tak czy siak do lektury zasiadłem bez bagażu w postaci sentymentu z dzieciństwa. No i co ja mogę powiedzieć... Ten komiks jest świetny! Cudowny absurdalny humor, który zapewne długo się nie zestarzeje. Tak mi się spodobało dzieło Mistrza Tadeusza Baranowskiego, że poczułem wenę i musiałem narysować coś w stylu Wody sodowej.
Mam nadzieję, że przygoda wnuczków Bąbelka i Kudłaczka choć trochę spodoba się fanom tych postaci i że młodzieniaszkowie nie są na niektórych kadrach zbyt nieeleganccy.
Trochę małe to wszystko wyszło, co zauważają nawet bohaterowie komiksu, ale chyba obejdzie się bez lupy.
Dodane 1 czerwca:
Dorzuciłem wersję ze strzałkami (gdyby ktoś zagubił się w gąszczu kadrów), ale niżej jest też wersja bez.

Ze strzałkami:
Bez strzałek:


piątek, 22 stycznia 2016

Konkursy, konkursiki

Nie mam ci ja szczęścia do konkursów komiksowych, w których biorę udział... Okej, czasem coś się uda wygrać, ale potem a to trzeba długo czekać na to, co się wygrało, a to trzeba się o swoją wygraną dopominać, a to się dostało komiksy innego wydawnictwa, niż się miało dostać... Trudno, istotne, że coś tam skapnęło za komiksy, które się spłodziło. Natomiast był taki jeden konkurs, w którym niestety poleciano sobie w kuleczki za bardzo. A że był to konkurs organizowany przez Ministerstwo Środowiska i finansowany ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i
Gospodarki Wodnej (a więc z kasy podatników, czyli mojej też), to tym bardziej mam chęć i obowiązek, żeby o nim napisać.

Mowa o konkursie Sposób na barszcz, o którym dowiedziałem się z Gildii Komiksu. Regulamin przeczytałem, komiks narysowałem i wysłałem. Poczekałem na wyniki - no niestety, byli lepsi... Ale tak spojrzałem na laureatów w kategorii komiksu i żadnych znajomych nazwisk nie zanotowałem (a ogłoszenie na Gildii było). Zerknąłem też na 1 miejsce i zobaczyłem, że zwyciężyła babeczka ze Szczecina. Spojrzałem na inne miejscowości widniejące obok zwycięzców i wydały mi się one nadmorskie (choć z geografii jestem noga). A że firma zajmująca się konkursem była ze Szczecina, to coś mi tu zaśmierdziało...

No to cyk - wszedłem na Facebooka i poszperałem. I cóż ja takiego znalazłem? Otóż była sobie na Facebooku pani Beata Kiecko (koordynator konkursu z ramienia firmy SUN & MORE Sp. z o. o.), która w znajomych miała panią Edytę Docz (nagroda w kategorii komiks), panią Dagny Walter-Wójcik (wyróżnienie w kategorii komiks) i panią Gabrielę Maciejewicz ((chyba) nagroda w kategorii scenariusz) oraz kilka osób o nazwisku Krupnicki (Piotr Krupnicki zdobył wyróżnienie w kategorii komiks). Tyle chyba wystarczy, choć jeszcze 2 osoby spośród laureatów miały na Facebooku napisane, że mieszkają w Szczecinie i miały się nawzajem w kontaktach. Cóż, może to przypadek, a może to w ogóle inne osoby. Zresztą w regulaminie konkursu nie było napisane, że znajomi koordynatorów nie mogą brać udziału w konkursie...
Aha, znalazłem jeszcze takie ciekawostki - w konkursie ekoSpot koordynowanym również przez firmę SUN & MORE (przez panie Joannę Lisiecką i Beatę Kiecko) dodatkowe wyróżnienie przyznano Krzysztofowi Lisieckiemu, a w konkursie EkoBaja (ci sami koordynatorzy) nagrodą indywidualną został wyróżniony Cezary Lisiecki (Szczecin) - dziwna zbieżność nazwisk i miast... Linków facebookowych nie podaję, bo łatwo można usunąć konto albo zmienić ustawienia konta tak, żeby nikt obcy nie widział, kogo ma się w znajomych.

To oczywiście tylko poszlaki, że coś było ustawione, natomiast to, że konkurs przebiegał nieprawidłowo, jest pewne, co wynika z tego, co napisano mi z Ministerstwa Środowiska. Otóż poinformowano mnie, że "Procedura wyboru zwycięzców wyglądała tak, że wstępnie wyselekcjonowane prace (około połowy wszystkich) wykonawca przekazał do nas jako pliki oznaczone samymi numerami, bez nazwisk. Ostatecznego wyboru dokonała 3-osobowa komisja z MŚ.". Jeśli koordynatorzy selekcjonowali wstępnie prace, to mogli do Ministerstwa wysłać jedynie prace swoich znajomych (+ kilka gorszych prac). Najważniejsze jest jednak to, że regulamin konkursu mówi, że:
§ 7.1. Oceny nadesłanych prac konkursowych dokona niezależne Jury powołane przez Organizatora.
Tak więc koordynatorzy nie mieli prawa oceniać prac (dokonywać ich selekcji). Tylko Jury mogło oceniać prace. Ważny jest też inny punkt regulaminu:
§ 4.8. Wszystkie zgłoszone prace, spełniające wymagania Regulaminu, będą dopuszczone do oceny.
Tymczasem części prac nie dopuszczono do oceny Jury.
Ponadto na stronie konkursu w Jury znajdują się Jan Pastwa, Łukasz Bogdanowicz i Martin Hoszowski, tymczasem poinformowano mnie, że w Jury była pewna pani z Ministerstwa Środowiska.
Konkurs był prowadzony tak nieudolnie, że nikt tam nawet nie zauważył, że możliwe jest, że zwycięzca z kategorii plakat mógł sobie "pożyczyć" zdjęcie z sieci.
Na skutek mojej korespondencji z ministerstwem opublikowano zwycięskie prace. Była też możliwość, że opublikowane zostaną wszystkie prace, ale z niej zrezygnowano. Trochę niżej moja praca. Generalnie zero polotu, natomiast skupiłem się na kryteriach, które powinna spełniać praca:
§ 5.2. Praca konkursowa powinna spełniać następujące kryteria:
1) funkcja edukacyjna i informacyjna
Tak więc jest możliwie jak najwięcej informacji o barszczu Sosnowskiego. Raczej nie jestem obiektywny, ale gdzie jest funkcja edukacyjna i informacyjna w pasku Dagny Wójcik? Komiks sympatyczny, fajny, ale tylko wtedy, gdy ktoś zna temat, bo jak ktoś jest zielony w temacie barszczu, to ani tego paska nie zrozumie, ani niczego się z niego nie dowie.

Jak jeszcze ktoś się wczyta w regulamin konkursu, to są tam takie kwiatki jak "Uczestnik upoważnia Ministerstwo Środowiska do udostępniania filmu konkursowego
anonimowo" (w konkursie nie było filmów), a nie ma podstawowej informacji, kiedy ogłoszone zostaną wyniki konkursu (więc można by je ogłosić choćby w roku 2076...).

To tyle. I tu taka dygresja. Żyjemy niestety w kraju, w którym u zbyt wielu osób zaradność życiowa (bardzo fajna cecha Polaków) przekształca się w kombinatorstwo, nieuczciwość i zwykłe złodziejstwo. Do tego trzeba dorzucić kolesiostwo i urzędniczą niekompetencję. I dlatego jest tu tak chusteczkowo, jak jest.
I co ja mogę zrobić? Niewiele. Napisałem tekst, porozsyłam, gdzie się da. Może odpowiednie osoby zajmą się tą sprawę na serio.


A poniżej zwycięskie paski z różnych innych konkursów.
Straszna książka


Dzieci lisicy


 Cud





Czcionka wykorzystana w komiksach to Dziki Dzikus autorstwa Arka Hinca. Udostępnia on też inne komiksowe fonty. Polecam!

wtorek, 19 stycznia 2016

WOŚP-owe wrysowanki

Komiksy na WOŚP sprzedały się bardzo dobrze, najdrożej poszły pozycje Tadeusza Baranowskiego (51, 51 i 32 zł), ładnie też zeszły Thorgale (17 komiksów za 281,24 zł). O PEH-y zbytniej walki nie było, ale wszystkie 6 komiksów zeszło. Zamówionych zostało 5 rysunków (jeden nie w komiksie). W przyszłym roku chyba mi się nie będzie chciało robić aż tyle... Poniżej publikuję to, co wrysowałem, ale bez dedykacji (tajemnica!), które są raczej podziękowaniami za wsparcie Orkiestry.






poniedziałek, 28 grudnia 2015

PEH znowu na WOŚP i znowu w bajce

Jak niemal co roku sprzedaję coś na WOŚP, m.in. komiksy, w tym też egzemplarze PEH-u. Może jeszcze wynajdę jakieś inne komiksy i je dorzucę.

W czerwcu 2016 ma się ukazać Krakers 45, a w nim kolejna bajka inspirowana bajkami Janusza Christy rysowana przeze mnie do scenariusza Michała Antosiewicza. I znów przemyciłem do niej bohaterów PEH-u, którzy pojawiają się na ekranie telewizora. Być może w ostatecznej wersji komiksu nie będzie ich widać - tym razem rysowałem całe kadry bez tekstów (z wyjątkiem logo bajek i napisu koniec), a teksty ma wprowadzić Michał Antosiewicz i ja już w to nie ingeruję. Kadr wygląda tak:


Pierwsza wersja to skan kolorowy (no, rysunek jest czarno-biały, ale wygląda to tak, jak ja widzę rysunek w rzeczywistości), druga wersja to skan czarno-biały. Można tu zobaczyć, że w wersji czarno-białej niektóre szczegóły się zlewają i że ostateczna wersja czarno-biała odbiega czasem mniej lub bardziej od moich założeń.
Tym razem bajka to głównie kropeczki, choć linii też nie brakuje. Jeśli uświadomimy sobie, że narysowanie linii jednym pociągnięciem to pół sekundy, a narysowanie tej samej linii kropeczkami to pół minuty, to już wiemy, że kropkowanie jest techniką bardzo żmudną... Niemal codziennie pół godzinki dzióbania kropeczek. Dwie strony komiksu rysowałem około rok. A czytany będzie przez 2 minuty... Ale jestem zadowolony z rezultatu. Mam nadzieję, że spodoba się czytelnikom lubiącym takie techniki. Może kiedyś trafi na aukcję :)

piątek, 7 sierpnia 2015

Recenzja radiowa

Pojawiła się radiowa recenzja PEH-u. Jest ona w zasadzie identyczna z internetową recenzją z Poltera, o której już informowałem. Ale zachęcam, jeśli nie do tej konkretnej radiowej recenzji, to w ogóle do słuchania audycji Prosto z kadru (można na YouTubie).

A ja obecnie oprócz tworzenia drugiej Bajki dla dorosłych, rysuję 2 plansze na konkurs komiksowy - nie napiszę na jaki, bo jeszcze mi konkurencja wyrośnie... A przecież 5000 zł piechotą nie chodzi...

W międzyczasie przygotowałem taki plakacik na turniej scrabblowy (parę innych osób też maczało w nim palce).
Komiks, plakat, normalnie człowiek orkiestra ze mnie ;)


niedziela, 26 kwietnia 2015

Nowa recenzja! PEH dla Zuzi!

Trochę musiałem czekać na 2 recenzję (spojlery!), ale chyba się opłacało, bo jest pozytywna :) W zasadzie mam jeszcze 1 sztukę komiksu przeznaczoną na recenzję, więc jeśli ktoś jest zainteresowany, to może się odezwać.

Tymczasem wystartowała aukcja charytatywna dla Zuzi Machety. Całość pieniędzy za komiksy sprzedane na aukcji trafi na konto Zuzi (czyli jak dobrze pójdzie, to nawet 250 zł).

sobota, 28 marca 2015

Jak zrobiłem komiks?

W tym poście przedstawiam, w jaki sposób zrobiłem komiks - mowa o kwestiach technicznych, nic ciekawego. Może się to komuś przyda, a może sam skorzystam z tego posta, jeśli będę robił kolejny ;)

W skrócie do zrobienia komiksu nie potrzeba wiele (nie licząc scenariusza i umiejętności rysowania). Mnie wystarczyły karton, ołówek, gumka, linijka, czarne pisaki i komputer.

Najpierw był pomysł i opisanie bohaterów, potem scenariusz.
Kiedy już miałem gotowy scenariusz, zabrałem się za rysowanie.
Początkowo rysowałem sobie wstępne szkice kadrów, ale zabierało mi to za dużo czasu, więc przestałem to robić gdzieś tak od 15 strony. Okazało się, że strata czasu nie była zbyt wielka, bo na kadry bez wstępnych szkiców musiałem stracić więcej czasu niż na te naszkicowane. Poniżej szkic wstępny, szkic właściwy i końcowy kadr czarno-biały.







Rysowałem klasycznie - najpierw ołówek, a potem poprawka tuszem (konkretnie w użyciu były pisaczki, bo pióra nie ogarniam; tu uwaga - po gumowaniu czasem pisaczek też się wytarł i musiałem poprawiać linie; na pewno problemy były z cienkopisami Faber Castell, chyba lepsze były pisaki Rystor). Rysowałem w formacie A3, a konkretniej na kartonie A4 rysowałem po 2 kadry wielkości 13,2 cm x 12,2 cm. Niżej porównanie wydrukowanej strony (A4) z 2 oryginalnymi kadrami (rysowane na kartonie A4):


Do tego wszystkiego liternictwo było ręczne (zajmuje to niestety dużo czasu, ale chciałem sprawdzić, jak to wygląda; niełatwo było odpowiednio rozmieścić litery - niektóre wyrazy wyglądały na ściśnięte, a niektóre na odwrót, na rozwleczone - dlatego na komputerze niektóre teksty poprawiałem).

Potem skanowałem te kadry i łączyłem w programie w jedną stronę.

Pierwszy mój grubszy błąd to skanowanie w rozdzielczości 600 dpi - wystarczyłoby 300, a większa rozdzielczość to większy rozmiar pliku i wolniejsze działanie programu graficznego. Potem i tak zmniejszałem rozdzielczość do 300, bo takiej chciała drukarnia (może pliki w większej też by wzięła).
Co do programu graficznego, to korzystałem z darmowego GIMP-a. Na moje potrzeby wystarczył w 100%.

Dalej kolorowanie. Kolorki proste, bez gradientów ani żadnych bajerów. Tu chyba kolejny błąd - duplikowałem czarno-białą warstwę i kolorowałem tą zduplikowaną, a stara sobie była na wszelki wypadek. Niepotrzebnie, bo przy takich prostych kolorach wystarczyła jedna, no i przy jednej program hulał trochę szybciej (w pewnym momencie pousuwałem czarno-białe warstwy; zostawiłem sobie gdzieś pliki czarno-białe "na wszelki wypadek").
Kolejny (chyba) błąd był taki, że nie używałem palety CMYK, ale jakiejś zwykłej RGB (w GIMP-ie nazywa się "Kółko"). Tymczasem drukuje się w CMYK-u, a po przeróbce z kolorystyki RGB na CMYK kolory mogą się mocno różnić... Eh, temat rzeka... W przypadku postaci kobiecej musiałem na koniec na wszystkich planszach, na których była, zmienić jej kolor włosów na nieco inny, bo po przeróbce był zbyt wyblakły/płowy...

Jakoś w międzyczasie dodałem numery stron (też ręcznie pisane, ale tylko cyfry od 0 do 9, które potem kleiłem w liczby).

Dalej wspomniana zmiana z kolorystyki RGB na CMYK. Do zrobienia w GIMP-ie przy użyciu wtyczki Separate+. Krótki opis czynności (info, jak zainstalować wtyczkę, można znaleźć się w sieci):
Otwieramy plik, bierzemy: Obraz -> Separate -> Separate.
W polu Source color space wybrałem Adobe RGB (1998).
W polu  Destination color space wybrałem Coated FOGRA 39 (ISO 126... coś tam, nie widzę dalszej części). Profile te można ściągnąć z sieci. Przy wysyłaniu plików do drukarni poinformowałem, jakich profili użyłem, może to miało jakieś znaczenie.
Miałem zaznaczone opcje:
Give priority to embedded profile (no profiles embedded)
Use BPC algortihm
Make CMYK pseudo-composite
Najważniejsza jest ta ostatnia opcja. Dzięki niej wyświetli się przerobiony plik. I w nim wybieramy Separate -> Export... Wybieramy Format: JPEG (w tytule pliku też dajemy .jpg). I zapisujemy.
Dalej pliki .jpg przerobiłem w GIMP-ie na .pdf. Dalej darmowym programem połączyłem pojedyncze pliki .pdf w jeden duży. I wysłałem do drukarni. Błąd! Musiałem robić wiele jeszcze raz!
Po pierwsze pliki były za duże - musiałem je zmniejszyć do rozmiaru A4, czyli dokładnie takiego, w jakim drukowany był komiks (hm, moja domowa drukarka radziła sobie z pomniejszeniem tego, więc myślałem, że w drukarni tym bardziej się to uda). Po zmniejszeniu znowu: CMYK -> pdf.

Do tego okładka musiała być zrobiona odpowiednio. Można w sieci znaleźć info, jak to zrobić.
Napisy na okładce robiłem w GIMP-ie i wyszły OK, beż żadnych pikseloz.

I to tyle. W międzyczasie wydrukowałem plansze na domowej drukarce, przeczytałem, pokazałem paru osobom, żeby wykryć błędy. Ważne jest, aby pokazywać ostateczną wersję. Ja tego nie zrobiłem i omal nie skończyło się to zawaleniem całego nakładu.