Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak robię. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak robię. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 maja 2022

Arka

Poniżej komiks Arka wysłany na konkurs MFKiG w 2016 r. Są to oryginalne, pomniejszone skany (prawie identyczne z komiksem), bo w sumie nie wiem, czy nie przepadły mi prawa do publikacji samego komiksu, kiedy wysłałem go na konkurs.

Założeniem komiksu było to, aby był przedstawiony bez słów (choć postaci mówią), a mimo to zrozumiały. Nauczyłem się na nim, że nie jest to takie proste i tu niestety nie wyszło. A o czym jest sam komiks, można przeczytać pod nim.









Komiks zaczyna się od lecącego statku kosmicznego. Na statku wybudzany jest pasażer, któremu przesyłane są wydarzenia sprzed startu statku - wysoko rozwinięta planeta jest zanieczyszczona i pojawia się groźny wirus, który powoduje pojawianie się u ludzi nadmiernego owłosienia; ludzie kierują się do arki i odlatują w nieznane. Obudzony pasażer trafia do pokoju starego kapitana, który mówi mu, że zbliżają się do planety możliwej do zamieszkania, ale jednak na niej nie zamieszkają. Dalej kapitan tłumaczy obudzonemu, czym tak naprawdę jest statek (tego już nie zdradzam). Statek rozbija się, a spod gruzów wychodzą zakażeni. Okazuje się, że to Ziemia.

Dialogi są zaszyfrowane prostym kodem - każdy znak odpowiada polskiej literze albo znakowi interpunkcyjnemu. Może gdyby teksty były napisane normalnie, to komiks byłby czytelniejszy. Ale założenie było takie, że i tak jest zrozumiały, a po rozszyfrowaniu tekstów percepcja czytelnika nieco się zmienia. Miało być super z ukrytą wartością dodaną. A wyszło, jak wyszło.

Poniżej jeszcze plansza 5. prawie cała w ołówku.



środa, 8 maja 2019

Szkice plansz

Prace nad Buzzem mimo przeciwności losu zostały wznowione. Z tej okazji post na temat szkicowania (rozplanowywania) plansz. W Buzzie układ kadrów jest prosty jak umysłowość szeregowego polskiego polityka - 6 kadrów na planszę (3 wiersze po 2 kadry). Wynika to głównie z leniwości autora i powtarzalności (żeby nie napisać schematyczności) plansz. Dzięki temu też prace są szybsze - mam skan narysowanych ręcznie kadrów, drukuję je i od razu mogę rysować (ręczne robienie kadrów naprawdę zabiera trochę czasu). Zanim jednak zacznę rysować ostateczną planszę, robię jej szkic (a w zasadzie szkic kilku plansz, najlepiej całej historyjki). Dawniej nie chciało mi się tego robić, bo uważałem to za stratę czasu. Nic bardziej mylnego! Otóż narysowanie bardzo uproszczonych rysunków (a takie właśnie robię) zajmuje góra parę minut. Dzięki temu mam już zaplanowane, co znajdzie się na planszach i w zasadzie nie ma przestojów. Wcześniej zdarzało mi się zasiąść przy planszy i dłużej się zastanawiać, co narysować w trzecim kadrze (kiedy już dwa były gotowe). Przy szkicu można lecieć bez przerwy. Można też po czasie zrobić coś inaczej niż na szkicu (bo do dalszej planszy zasiada się po jakimś czasie) - patrzę w scenariusz, patrzę na szkic i myślę "Hm, a czemu to jest tak? Lepiej by było tak.". Wtedy też coś się układa w głowie i po przemyśleniu można coś zrobić inaczej (w założeniu: lepiej). Poniżej szkic planszy i właściwa plansza - obie w ołówku, więc niewiele widać. Widać jednak właśnie pewne różnice pomiędzy szkicem a planszą - głównie na kadrach 3., 4. i 5., gdzie układ został zmieniony tak, aby Buzz był widoczny w pełnej krasie i aby była mała różnorodność w kadrach (od kadru 3. do 5. Buzz "przybliża się" do czytelnika, aby na kadrze 6. dostać w łeb).



wtorek, 1 sierpnia 2017

Horror

Jestem w trakcie rysowania nowego komiksu pt. Horror. Brał on udział w IV konkursie na komiks Gildii, ale wypadł byle jak. Szkoda, bo gdybym coś wygrał, to rysowałbym krócej, a tak wychodzi mi mniej więcej plansza na tydzień (proza życia...). Gotowych jest prawie 12 plansz z 88. Po narysowaniu pierwszego rozdziału (20 stron) wyślę go do wydawców i opublikuję na blogu, może będzie zainteresowanie i komiks powstanie szybciej. Jedno jest pewne - będzie do przeczytania na papierze.

Poniżej jedna z plansz, chyba najlepsza jak dotąd.

1. Skan "kolorowy" planszy w ołówku.


2. Skan "kolorowy" planszy w ołówku ze zmienionym ostatnim "kadrem" (+ parę kresek pisaczkami).


3. Zdjęcie częściowo skończonej planszy.


4. Skan czarno-biały skończonej planszy.


sobota, 10 września 2016

Jak wydać komiks własnym sumptem

Jeśli stworzysz komiks, a wydawcy nie dostrzegą jego wspaniałości, zawsze możesz wydać go sam. Oto kilka porad na ten temat.
Jeśli zależy ci na jakości wydania, dobrze zlecić druk komiksu profesjonalnej drukarni. Mówimy tu raczej o druku cyfrowym, który przy mniejszych nakładach jest po prostu tańszy (a jego jakość jest obecnie całkiem wysoka). Cena druku będzie zależała od rodzaju druku (kolorowy czy czarno-biały?), nakładu, rodzaju papieru, formatu komiksu. Wpływ na nią będzie też miało to, czy publikacja będzie zawierała numer ISBN - jeśli tak, druk będzie tańszy (niższy podatek). Ale skąd wziąć numer ISBN? To proste - wystarczy zostać wydawcą. Rejestrujesz się i dostajesz 10 numerów ISBN. Nie trzeba prowadzić działalności gospodarczej. Pamiętaj jednak, że nadanie swojej publikacji numeru ISBN wiąże się z obowiązkiem przesłania do bibliotek egzemplarzy obowiązkowych. Nakład do 100 sztuk to 2 egzemplarze obowiązkowe, więcej niż 100 - 17 egzemplarzy. Wysyłać trzeba szybko - 5 dni od zakończenia procesu produkcji publikacji do Biblioteki Narodowej, 14 dni do innych bibliotek. Wysyłka Pocztą Polską jest darmowa (list ekonomiczny do 2 kg, paczka ekonomiczna - do 10 kg). Do przesyłki należy dołączyć wykaz publikacji. Ustawodawca straszy, że osobom uchylającym się od przekazania egzemplarzy obowiązkowych grozi grzywna, w praktyce jednak raczej nikt nie ściga zapominalskich wydawców. Tak więc jest trochę zachodu z tymi ISBN-ami. Oprócz ewentualnego tańszego druku (trzeba to sobie skalkulować) numer ISBN zapewnia też, że twój komiks będzie przechowywany w Bibliotece Narodowej na wieczność (i mnie się to podoba).
No dobra, ale jak wybrać drukarnię do druku? Szukałem ci ja długo po sieci i jedna tylko drukarnia miała kalkulator, dzięki któremu można było sobie obliczyć koszt druku przy wybraniu interesujących parametrów. Było to jednak 2 lata temu, więc może teraz jest więcej drukarni tak wygodnych.
A jak już wydrukujemy komiks, to jak go sprzedać? Nie mam pojęcia. Trzeba by prowadzić działalność gospodarczą, żeby go sprzedać do jakiegoś sklepu komiksowego. Można też sprzedawać po cichu samemu, może nikt się nie doczepi. Ja tam jednak dmucham na zimne i zamiast sprzedawać, wymieniam się.

O technicznych aspektach związanych z wydaniem komiksu (przygotowaniem do druku cyfrowego) pisałem już jakiś czas temu.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

PEH znowu na WOŚP i znowu w bajce

Jak niemal co roku sprzedaję coś na WOŚP, m.in. komiksy, w tym też egzemplarze PEH-u. Może jeszcze wynajdę jakieś inne komiksy i je dorzucę.

W czerwcu 2016 ma się ukazać Krakers 45, a w nim kolejna bajka inspirowana bajkami Janusza Christy rysowana przeze mnie do scenariusza Michała Antosiewicza. I znów przemyciłem do niej bohaterów PEH-u, którzy pojawiają się na ekranie telewizora. Być może w ostatecznej wersji komiksu nie będzie ich widać - tym razem rysowałem całe kadry bez tekstów (z wyjątkiem logo bajek i napisu koniec), a teksty ma wprowadzić Michał Antosiewicz i ja już w to nie ingeruję. Kadr wygląda tak:


Pierwsza wersja to skan kolorowy (no, rysunek jest czarno-biały, ale wygląda to tak, jak ja widzę rysunek w rzeczywistości), druga wersja to skan czarno-biały. Można tu zobaczyć, że w wersji czarno-białej niektóre szczegóły się zlewają i że ostateczna wersja czarno-biała odbiega czasem mniej lub bardziej od moich założeń.
Tym razem bajka to głównie kropeczki, choć linii też nie brakuje. Jeśli uświadomimy sobie, że narysowanie linii jednym pociągnięciem to pół sekundy, a narysowanie tej samej linii kropeczkami to pół minuty, to już wiemy, że kropkowanie jest techniką bardzo żmudną... Niemal codziennie pół godzinki dzióbania kropeczek. Dwie strony komiksu rysowałem około rok. A czytany będzie przez 2 minuty... Ale jestem zadowolony z rezultatu. Mam nadzieję, że spodoba się czytelnikom lubiącym takie techniki. Może kiedyś trafi na aukcję :)

sobota, 28 marca 2015

Jak zrobiłem komiks?

W tym poście przedstawiam, w jaki sposób zrobiłem komiks - mowa o kwestiach technicznych, nic ciekawego. Może się to komuś przyda, a może sam skorzystam z tego posta, jeśli będę robił kolejny ;)

W skrócie do zrobienia komiksu nie potrzeba wiele (nie licząc scenariusza i umiejętności rysowania). Mnie wystarczyły karton, ołówek, gumka, linijka, czarne pisaki i komputer.

Najpierw był pomysł i opisanie bohaterów, potem scenariusz.
Kiedy już miałem gotowy scenariusz, zabrałem się za rysowanie.
Początkowo rysowałem sobie wstępne szkice kadrów, ale zabierało mi to za dużo czasu, więc przestałem to robić gdzieś tak od 15 strony. Okazało się, że strata czasu nie była zbyt wielka, bo na kadry bez wstępnych szkiców musiałem stracić więcej czasu niż na te naszkicowane. Poniżej szkic wstępny, szkic właściwy i końcowy kadr czarno-biały.







Rysowałem klasycznie - najpierw ołówek, a potem poprawka tuszem (konkretnie w użyciu były pisaczki, bo pióra nie ogarniam; tu uwaga - po gumowaniu czasem pisaczek też się wytarł i musiałem poprawiać linie; na pewno problemy były z cienkopisami Faber Castell, chyba lepsze były pisaki Rystor). Rysowałem w formacie A3, a konkretniej na kartonie A4 rysowałem po 2 kadry wielkości 13,2 cm x 12,2 cm. Niżej porównanie wydrukowanej strony (A4) z 2 oryginalnymi kadrami (rysowane na kartonie A4):


Do tego wszystkiego liternictwo było ręczne (zajmuje to niestety dużo czasu, ale chciałem sprawdzić, jak to wygląda; niełatwo było odpowiednio rozmieścić litery - niektóre wyrazy wyglądały na ściśnięte, a niektóre na odwrót, na rozwleczone - dlatego na komputerze niektóre teksty poprawiałem).

Potem skanowałem te kadry i łączyłem w programie w jedną stronę.

Pierwszy mój grubszy błąd to skanowanie w rozdzielczości 600 dpi - wystarczyłoby 300, a większa rozdzielczość to większy rozmiar pliku i wolniejsze działanie programu graficznego. Potem i tak zmniejszałem rozdzielczość do 300, bo takiej chciała drukarnia (może pliki w większej też by wzięła).
Co do programu graficznego, to korzystałem z darmowego GIMP-a. Na moje potrzeby wystarczył w 100%.

Dalej kolorowanie. Kolorki proste, bez gradientów ani żadnych bajerów. Tu chyba kolejny błąd - duplikowałem czarno-białą warstwę i kolorowałem tą zduplikowaną, a stara sobie była na wszelki wypadek. Niepotrzebnie, bo przy takich prostych kolorach wystarczyła jedna, no i przy jednej program hulał trochę szybciej (w pewnym momencie pousuwałem czarno-białe warstwy; zostawiłem sobie gdzieś pliki czarno-białe "na wszelki wypadek").
Kolejny (chyba) błąd był taki, że nie używałem palety CMYK, ale jakiejś zwykłej RGB (w GIMP-ie nazywa się "Kółko"). Tymczasem drukuje się w CMYK-u, a po przeróbce z kolorystyki RGB na CMYK kolory mogą się mocno różnić... Eh, temat rzeka... W przypadku postaci kobiecej musiałem na koniec na wszystkich planszach, na których była, zmienić jej kolor włosów na nieco inny, bo po przeróbce był zbyt wyblakły/płowy...

Jakoś w międzyczasie dodałem numery stron (też ręcznie pisane, ale tylko cyfry od 0 do 9, które potem kleiłem w liczby).

Dalej wspomniana zmiana z kolorystyki RGB na CMYK. Do zrobienia w GIMP-ie przy użyciu wtyczki Separate+. Krótki opis czynności (info, jak zainstalować wtyczkę, można znaleźć się w sieci):
Otwieramy plik, bierzemy: Obraz -> Separate -> Separate.
W polu Source color space wybrałem Adobe RGB (1998).
W polu  Destination color space wybrałem Coated FOGRA 39 (ISO 126... coś tam, nie widzę dalszej części). Profile te można ściągnąć z sieci. Przy wysyłaniu plików do drukarni poinformowałem, jakich profili użyłem, może to miało jakieś znaczenie.
Miałem zaznaczone opcje:
Give priority to embedded profile (no profiles embedded)
Use BPC algortihm
Make CMYK pseudo-composite
Najważniejsza jest ta ostatnia opcja. Dzięki niej wyświetli się przerobiony plik. I w nim wybieramy Separate -> Export... Wybieramy Format: JPEG (w tytule pliku też dajemy .jpg). I zapisujemy.
Dalej pliki .jpg przerobiłem w GIMP-ie na .pdf. Dalej darmowym programem połączyłem pojedyncze pliki .pdf w jeden duży. I wysłałem do drukarni. Błąd! Musiałem robić wiele jeszcze raz!
Po pierwsze pliki były za duże - musiałem je zmniejszyć do rozmiaru A4, czyli dokładnie takiego, w jakim drukowany był komiks (hm, moja domowa drukarka radziła sobie z pomniejszeniem tego, więc myślałem, że w drukarni tym bardziej się to uda). Po zmniejszeniu znowu: CMYK -> pdf.

Do tego okładka musiała być zrobiona odpowiednio. Można w sieci znaleźć info, jak to zrobić.
Napisy na okładce robiłem w GIMP-ie i wyszły OK, beż żadnych pikseloz.

I to tyle. W międzyczasie wydrukowałem plansze na domowej drukarce, przeczytałem, pokazałem paru osobom, żeby wykryć błędy. Ważne jest, aby pokazywać ostateczną wersję. Ja tego nie zrobiłem i omal nie skończyło się to zawaleniem całego nakładu.